Dawno nic nie publikowałem, za co generalnie przepraszam. Zbyt duża ilość pracy zawodowej nie pozwala mi ostatnio dobrze wypocząć, a co dopiero pisać. Dzisiejszy felieton poświęcam przemyśleniom związanym z moim dzieciństwem oraz ostatnimi wydarzeniami społecznymi. Piszę go pod wpływem krótkiej, acz treściwej dyskusji na forum internetowym.
Tak już mam, że poruszam się po różnych stronach i zagaduję ludzi w różnych środowiskach, prowokując ich do wyrażania swoich opinii. Jest to mój sposób obiektywnego ustalania prawdy o człowieku i świecie – prawdy, która jest dla mnie wartością kardynalną. Nie powinno to dziwić – tak samo czynił Sokrates, który jest moim mentalnym przewodnikiem. Na jednym z czatów, z okazji Święta Niepodległości, życzyłem USA pozostania wolnym krajem. Zarządzający czatem, zasugerował że niektórym wolność zbyt uderzyła do głowy (w oczywisty sposób odnosiło się to kontekstowo do ruchu BLM). Odpisałem, że od pacyfikowania przestępców jest policja, która w jakiś magiczny sposób nagle przestała działać i że Donald Trump reaguje, moim zdaniem, za wolno. W tym momencie do dyskusji włączyła się kobieta (prawdopodobnie czarna, co wynikało z opisu), która zadeklarowała, że czuje dyskomfort i mam natychmiast przestać poruszać ten temat. Próbowałem określić na czym polega jej dyskomfort i tłumaczyć, że nie ja rozpocząłem temat, ale było to całkowicie bezskuteczne. Do dyskusji włączył się ponownie, tenże sam, zarządzający czatem i zagroził mi banem, co wywołało u mnie szok – zarządzający sam sugeruje, że przestępcy są przyczyna zamieszek, a następnie, pod wpływem osoby o poglądach odmiennych, natychmiast zmienia zdanie i grozi banem komuś, kto go poparł i nikogo nie obraził. Jego argument brzmiał w skrócie „jesteśmy jedną wielka rodziną i ma być tu miło”. Zareagowałem sarkazmem, oznajmiając, że może powinniśmy w takim razie zrobić ogólnoświatową listę tematów, których nie wolno poruszać, bo robi się nieprzyjemnie i zakończyłem dyskusję.
Powyższa sytuacja nie dawała mi spokoju, więc postanowiłem dogłębnie ją przeanalizować, zarówno generalnie jak i pod kątem moich osobistych odczuć. Zacznę może od moich osobistych przemyśleń. Co poczułem – poczułem szok, a następnie niebywałą wściekłość, którą tylko dzięki mojemu opanowaniu byłem w stanie zdusić, ale która nie zniknęła do dziś. Przypomniała mi się sytuacja z młodości, gdy jako 9-10 latek powtórzyłem na korytarzu w szkole, zasłyszane gdzieś zdanie „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Ktoś o tym natychmiast doniósł dyrekcji, a moich rodziców, nauczycieli, wezwano do domu partii, gdzie pierwszy sekretarz w jak najwulgarniejszy sposób tłumaczył im, jak powinno się wychowywać dzieci i groził obydwu natychmiastowym zwolnieniem z pracy. Ja siedziałem na korytarzu i płakałem, nie rozumiejąc kompletnie ani tego, co powiedziałem, ani skutków mojego działania – nie miałem nawet pojęcia co to są „komuniści”… Pamiętam tą sytuację do dziś i to, co poczułem parę dni temu podczas rozmowy na czacie, bardzo zbliżone było do tego, co przeżyłem w dzieciństwie. Tak samo, jak wtedy, kompletnie nie rozumiem kogo i w jaki sposób obraziłem stwierdzeniem, że przestępców należy spacyfikować? Nikt nawet nie próbował mi tego wyjaśnić, kazano mi się po prostu zamknąć. Stąd wściekłość – nie rozumiem co zrobiłem źle, a jestem karany z prawie możliwie maksymalną surowością (jak na warunki czatu). Czy jest jakikolwiek pozytywny skutek z takiej cenzury? Przestałem mówić, ale czy moje przekonania się zmieniły? Otóż ani o jotę, lecz reszta zgromadzenia uznała, że to mnie udało się spacyfikować, a dominacja została ustalona. Czy coś się we mnie zmieniło – jak najbardziej, lecz już się o tym nie dowiedzą. Zmieniła się jedna rzecz – uznałem ich za ludzi niewartych dyskusji, więc również niewartych mojej pomocy. Oznacza to, że gdy będzie im się działa krzywda, będę milczał – przecież tego właśnie chcą. Utwierdził się tylko dawno ewoluujący we mnie pogląd, że ludziom, którzy traktują cię przedmiotowo, wystarczy nie pomagać i patrzeć z nieukrywaną przyjemnością, jak na starość przygniatają ich różne problemy, które z łatwością mógłbyś za nich rozwiązać.
Reakcje społeczne zbudowane są z połączonych i wzmocnionych reakcji indywidualnych. To, co ja poczułem, poczuć może wiele osób. Będą one upokorzone siedzieć cicho, sterroryzowane przez cenzurę myśli i słów, lecz odczucie niesprawiedliwości nie zniknie. Sądzę, że zwolennicy poprawności politycznej również o tym wiedzą, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co robią, cynicznie forsując swoje „tu i teraz” w imię doraźnych korzyści, również materialnych. Wiedzą, że nie każdy powstrzyma się tak jak ja i mała iskra wywołać może pożar tłumionych emocji społecznych. Dlatego jeśli, z braku oporu, osiągną pełnie władzy, prędzej czy później, zacznie się prewencyjne strzelanie w potylicę domniemanym wrogom społecznym. My w Polsce już to przerabialiśmy, doświadczyliśmy hitleryzmu i komunizmu, doświadczyliśmy stalinowskich czystek i lat cenzury. Symboliczny „zachód” na czele z USA nie ma natomiast zielonego pojęcia o tym, jak rodzi się totalitaryzm. Nie stawia oporu i daje narzucać sobie jarzmo politycznej poprawności w imię utopijnego „pokoju i tolerancji”. Następuje wręcz autocenzura – ludzie boją się mówić negatywnie o kimkolwiek kto jest czarny, jest homoseksualistą, żydem etc. Niektórzy, jak rzeczony admin, natychmiast zmieniają własne zdanie, ze strachu o oskarżenie o „myślozbrodnię”. Nie ma przy tym żadnego znaczenia prawda o danej osobie, liczy się tylko przynależność do jakiejś politycznie poprawnej formacji ideologicznej, które produkowane są już wręcz seryjnie. Odbieranie ludziom prawa do wyrażania własnego zdania jest pierwszym poważnym ostrzeżeniem, że wchodzimy globalnie w system totalitarny – skoro nie możesz wyrazić swojego zdania, to znaczy dokładnie, że nie jesteś już istotny, zostałeś zdehumanizowany i jesteś uniwersalnym trybikiem w maszynie. Tak, moim zdaniem, rodzi się nowy zachodni ustrój – neokomunizm, połączenie neoliberalizmu z starym dobrym, zbrodniczym komunizmem. Neokomunizm, tak jak tradycyjny komunizm, zamierza zniszczyć wszelkie tradycyjne wartości w celu stworzenia wyimaginowanego nowego człowieka, a posługuje się w tym celu m.in. właśnie metodą politycznej poprawności. Nie należy mieć też złudzeń – grupy radykalne, służące obecnie za forpocztę nowego komunizmu, zlikwidowane zostaną po wykonaniu zadania tak, jak to komuniści mają w zwyczaju. Celem jest „nowy człowiek” – w nowym zachodnim świecie dla poglądów radykalnych miejsca nie będzie. Jaki ten „nowy człowiek” ma być? Ano nijaki – myślący niesamodzielnie, słuchający karnie rozkazów i pracujący w pocie czoła na swoje elity. Komunizm rozszerzył doktrynę na drapieżny kapitalizm i uznał, że wyzysk ma tworzyć realny zysk, a nie tylko gnębić i zabijać – to jedyna zmiana, którą dostrzegam.
Jeśli podążać będziemy dalej tym torem, skutki będą opłakane. Długoterminowo, wszelka różnorodność ludzkich myśli i zachowań zaniknie, a to właśnie różnorodność gwarantuje ludzkości przetrwanie i rozwój. Już teraz, brak dyskusji nad globalnymi problemami powoduje wzrost napięcia i powrót do ideologii z czasów zimnej wojny. Moje drobne „spięcie” z czatu, wbrew pozorom, idealnie ilustruje zjawiska zachodzące w szerszym kontekście społecznym. Dla starszego już człowieka, jakim się powoli staję, szczególnie przykre jest ponowne oglądanie tych samych ludzkich błędów i perspektywa globalnego powrotu brudnego, szarego, komunistycznego wampira, który wysysa z ludzi życie, zastępując je uniwersalnie sterowalnym automatyzmem.
