Przez prawie całe życie obserwuję, coraz to bardziej rażące, odrzucenie filozofii w przestrzeni publicznej, w życiu prywatnym oraz w ogólnodostępnych mediach. Pojęcie „filozof” stało się stygmatem, kojarzy się ze śmiesznością, ze zbędnym „mędrkowaniem” nad rzeczami tak przecież oczywistymi dla ogółu. Trend wyśmiewania filozofii i odsyłania jej do historycznego lamusa jest tak naprawdę dobrym podsumowaniem tego, co współczesny świat ma nam do zaoferowania. Filozofia oznacza umiłowanie mądrości, czyli pochwałę rozważnego postępowania, postępowania przynoszącego korzyści jednostce, społeczności i ogółowi ludzkości. Filozofia to ciągła optymalizacja naszego działania, oparta o zgromadzoną wiedzę, weryfikowaną przez całe nasze życie. Wyszydzanie filozofii jest wyszydzaniem mądrości samej w sobie, czyli kpiną z godnego używania rozumu, a powszechne przyzwolenie na taka postawę jest przykrą cezurą, wyznaczającą prawdopodobny koniec pewnej epoki w rozwoju człowieka.
Przyczyn takiej postawy upatruję między innymi w niejednoznacznym określeniu roli filozofii przez współczesnych filozofów. Przykładowo, popularny w narracji filozoficznej naszych czasów postmodernizm zapomina o roli filozofii w kształtowaniu człowieka, odchodzi od samej jej istoty, wstawiając w to miejsce kompletną próżnię etyczną i dowolność interpretacji. Takie podejście nie służy rozwojowi ludzkości i nie pomaga w życiu przeciętnego człowieka. Filozofia nie spełniająca swojej funkcji utylitarnej faktycznie traci rację bytu. Nawołuję zatem w tym miejscu do powrotu do starożytności, przywrócenia znaczenia podstawowym pojęciom, których znaczenie rozmywa się na przestrzeni wieków i odświeżenia praktycznej roli filozofii. Czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby właściwie ocenić to, co jest niedaleko przed nami.
Gwałtowny postęp technologiczny wpływa również pośrednio na wyparcie filozofii ze sfery dyskursu publicznego. Aby głębiej zrozumieć, dlaczego rozwój technologiczny powoduje regres w sferze filozoficznej, należy określić rolę filozofii w rozwoju człowieka. Spotykana często opinia, że rolę filozofii przejęła częściowo wiara, a częściowo nauka, w związku z czym filozofia nie jest już potrzebna, jest daleko idącym uproszczeniem. Człowiek posiada zasób wiedzy wrodzonej oraz nabywa wiedzę przez całe życie, korzystając przy tym ze swoich zmysłów oraz z maszyny logicznej jaką jest jego umysł. Celem życia człowieka w sensie humanistycznym jest, moim zdaniem, dążenie do odkrywania prawdy o otaczającym nas świecie – dążenie, a nie odkrycie, ponieważ istnieją granice naszego poznania i należy mieć tego świadomość. Człowiek, ograniczony w poznaniu do swoich zmysłów, wytwarza sobie pewien obraz świata, w którym funkcjonuje. Spójność tego obrazu świata w umyśle warunkuje stabilność psychiczną jednostki. Gwałtowny rozwój technologii stabilność tą narusza poprzez stałe przeciążanie zmysłów bodźcami, próby inkorporacji nowych zmysłów oraz otaczanie człowieka przedmiotami, których budowy i zasady działania zazwyczaj nie jest w stanie zrozumieć bez posiadania specjalistycznej wiedzy. Obserwujemy w związku z tym chaos informacyjny i bezkrytyczne masowe poddawanie się technologii (wygodnictwo, bierność), wraz z idącym za tym zanikiem używania własnego rozumu do analizy otaczającego nas świata. Żyjemy w czasach, w których ludzie przestają samodzielnie rozwiązywać napotkane problemy, a często samo zauważanie istnienia problemów uważane jest za przeczulenie. Straciliśmy czujność – przy takim podejściu każdy problem, którego nie da się jednak ominąć, wydaje się nie do rozwiązania. Naturalną konsekwencją masowości takiej postawy jest również niechęć do filozofii.
Cóż zatem należy uczynić, aby przywrócić filozofii należne jej miejsce? Przede wszystkim zlikwidować trzeba pewien konflikt, który powstał w wyniku naruszenia równowagi w sposobie poznawania i postrzegania świata.
W moim rozumieniu, ludzie posługują się w poznawaniu świata trzema sferami poznawczymi (upraszczając trochę oczywiście):
• wiary/obserwacji (rola – formułowanie pojęć, metoda – dogmat)
• filozofii (rola – formułowanie teorii, metoda – logika)
• nauki (rola – gromadzenie wiedzy empirycznej, metoda – eksperyment)
Człowiek spotykając nieznany mu obiekt bada go zmysłami, definiuje pojęciowo, otacza swego rodzaju kultem. Z czasem obiekt taki budzi większe zainteresowanie i tworzą się na jego temat teorie, które następnie weryfikowane są doświadczalnie. Tak wygląda prawidłowy proces zdobywania wiedzy. Nie ma tu żadnego konfliktu, jest tylko stopniowe poznanie. Filozofia (nawet nienazwana tak wprost) ma w takim procesie rolę mediatora między nauką a wiarą, definiuje co realnie możliwe jest do zbadania i czym warto się zajmować. Jest to oczywiście proces bardzo dynamiczny, następuje ciągła migracja obiektów między sferami poznawczymi (również wsteczna w wypadku negatywnej weryfikacji). Możliwe jest też całkowite poznanie obiektu przypadkowo. Sfery poznania stale się rozszerzają, zawsze istnieje też sfera zewnętrzna, będąca poza możliwościami poznawczymi człowieka (ale niekoniecznie np. poza możliwościami poznawczymi sztucznej inteligencji, w odniesieniu do możliwości człowieka).
Co zatem następuje, gdy pozbawiamy filozofię należnej jej roli i usuwamy ją z procesu poznawczego? Następuje ostry konflikt między wiarą, a nauką o schedę po filozofii. Dochodzi do powstania wynaturzeń takich, jak „naukowe podstawy wiary” czy „wiara w naukę”. Przykładem pierwszego jest istnienie kościoła scjentologicznego (ubierającego wiarę w pseudonaukowy bełkot), przykładem drugiego akceptacja w środowisku naukowym teorii strun (niemożliwej do potwierdzenia ani obalenia przez tysiące lat). Możemy też wymienić bezcelowe dyskusje ateistów z wierzącymi, dotyczące istnienia Boga (w przyjętym kontekście obiekt z definicji zawsze będzie leżał poza dziedziną pojmowania człowieka), czy prowadzenie badań naukowych na zasadzie wyścigu szczurów i wiary że „się przyda” (bez uprzedniej analizy potencjalnych zastosowań i skutków użycia). Brak powszechnego zrozumienia mediacyjnej, filtrującej roli filozofii w poznaniu, powoduje marnotrawienie potencjału poznawczego człowieka na ten niepotrzebny konflikt. Powoduje też powstanie wewnętrznych niespójności w psychice zaangażowanych w konflikt osób, która nie miałaby miejsca, gdyby każda z trzech sfer poznawczych była u nich odpowiednio zagospodarowana. Przykładowo wiejski grabarz może być oczytanym, wierzącym utylitarystą jak i nieoczytanym, niewierzącym hedonistą – są to różne wybory człowieka, niekonfliktujące ze sobą.
Tak więc, filozofię uważam za istotny regulator rozwoju człowieka, a nie tylko za pojęcie historyczne i obiekt analizy dla wąskiej grupy specjalistów. Jakie zatem działania podjąłbym, aby przywrócić filozofii jej właściwe miejsce?
Po pierwsze – wprowadzić należy naukę filozofii do programów szkolnych, elementy w szkole podstawowej (analiza logiczna tekstu, krótkie dyskusje na zadany temat), pełnoprawny przedmiot w szkole średniej. Nie powinna to być kolejna lekcja historii, tym razem historii filozofii. Edukacja filozoficzna oparta powinna być na konfrontacji poglądów w dyskusji z uczniami, najlepiej na zasadzie sokratejskiej, czyli poprzez negowanie aż do pozostawienia tego, co zanegować się nie da. Tematy dyskusji dobierać należy odpowiednio do możliwości intelektualnych uczniów.
Po drugie – tempo rozwoju technologicznego dostosować należy do możliwości poznawczych użytkowników technologii. Nasze mózgi nie są przystosowane do tempa rozwoju narzuconego obecnie, powoduje to epidemie zaburzeń psychosomatycznych i stawia pod znakiem zapytania sensowność takiego rozwoju. W pędzie poznania nowych technologii tracimy również umiejętności, które mogą okazać się niezbędne w sytuacjach kryzysowych, gdy technologia zawiedzie (rozbłysk na Słońcu, podobny jak w 1859 roku, może na lata pozbawić nas elektryczności, od której obecnie jesteśmy uzależnieni). Próby dostosowania człowieka do tempa rozwoju technologii (np. poprzez modyfikacje genetyczne i cybernetyczne) mogą też skończyć się tragedią – chyba lepiej wybrać bezpieczną ścieżkę zrównoważonego rozwoju. Osobnym zagrożeniem jest możliwość stworzenia „deus ex machina”, którego nie będziemy już w stanie zrozumieć i kontrolować.
Po trzecie – edukować należy ludzi pod kątem świadomego planowania swoich działań. Nakierowana na masową konsumpcję, medialna papka, zostać musi społecznie napiętnowana, jako szkodliwa dla rozwoju intelektualnego. Dopóki setki niechcianych reklam, krzykliwych wizualizacji i głupawych seriali bombardować będą nasze oczy i uszy, będziemy cofali się w rozwoju, podświadomie kodując wzorce zachowań stadnych, przygotowane przez nastawione na szybki zysk korporacje. Ludzie powinni nauczyć się rozumnie filtrować informacje, które do nich docierają poprzez media. Internet zrobił w tym zakresie wiele dobrego, ale i to medium w ostatnich latach staje się bardzo „zaśmiecone” (wysyp „fake news”, trolling).
Powiecie – utopia, nie da się zrobić. A podoba Wam się obecny stan świata? Chcecie takiego świata dla swoich dzieci? Większą utopią jest obecny świat, w którym wszystkie role są określone i nie ma po co myśleć. Idąc tą drogą skończymy jak myszy w eksperymencie Calhouna…
