Dobro i zło

Temat dobra i zła jest w filozofii tematem bardzo złożonym. Złożoność ta wynika z wieloznaczności samych pojęć, która to wprowadza wiele zamieszania w dyskusji. Poniżej postaram się zaproponować pewną systematykę, która upraszcza dyskusję na temat wartościowania moralnego naszych czynów.

Dobro i zło określać należy w trzech, wymienionych już przeze mnie wcześniej, sferach poznawczych:

• wiary/obserwacji (rola – formułowanie pojęć, metoda – dogmat)

• filozofii (rola – formułowanie teorii, metoda – logika)

• nauki (rola – gromadzenie wiedzy empirycznej, metoda – eksperyment)

Wartościowanie moralne w sferze wiary/obserwacji polega na przyjęciu dogmatu istnienia dobra i zła pierwotnego, jako biegunów tego samego magnesu i ocenianiu nas na podstawie nieznanego, skomplikowanego wzoru pozycjonującego pomiędzy tymi biegunami (ocena zewnętrzna). Możliwe jest też odrzucenie tego dogmatu, co stawia nas w pozycji moralnej dowolności postępowania (brak oceny – „nihilizm moralny”) lub ewentualnego przyjęcia uzgodnionej wewnętrznie oceny moralnej (ocena własna – „kręgosłup moralny”). W tej sferze nie budujemy jeszcze żadnych konstruktów etycznych, a jedynie decydujemy, czy jakakolwiek moralność obowiązuje nas czy nie, kierując się własnymi wewnętrznymi odczuciami. Jest to prawdopodobnie najczęstsze rozumienie pojęcia dobra i zła, jako wewnętrznie odczuwanego, czyli takiego, do którego mamy pełne przekonanie.

Wartościowanie moralne w sferze filozofii polega na zbudowaniu spójnego systemu moralnej oceny postępowania jednostki. Takie systemy stanowią podstawę systemów społecznych, zarówno religijnych, jak i świeckich. Bez systemu oceny, co wiąże się z odrzuceniem jej w sferze obserwacji, nie ma możliwości stworzenia trwałych reguł współpracy międzyludzkiej. Dlatego nihilizm i związane z nim patologie moralne (np. lenistwo, hedonizm, konsumpcjonizm) nie są w stanie rozwijać ludzkości. Możemy sobie wyobrazić system moralny zły z naszego punktu widzenia, ale jednak cywilizacyjnie stabilny, natomiast trudno wyobrazić sobie stabilny system nihilistyczny (przyjmująca go cywilizacja musiałaby upaść).

Chciałbym wprowadzić w tym miejscu własny system oceny etycznej. System ten opiera się na założeniu, że dobro jest motorem rozwoju człowieka, zarówno w sensie indywidualnym, jak i społecznym. Zło jest zatem degeneracją, cofnięciem w tym rozwoju. Człowiek, który się rozwija, chce żyć i tworzyć. Człowiek, który się zwija, sam dąży do poddania się entropii. Samobójstwo człowieka jest w takim kontekście złem najgorszym, ale obserwacja motywów samobójstw może odsłonić pewną prawidłowość. O ile obserwacja rozwoju ludzkiego jest tak wielowątkowa, że odpowiedzi na sens życia mamy, w związku z tym, ogromną ilość, to odpowiedź na bezsens życia wydaje się prosta. Doszedłem do wniosku, że ludzie popełniają samobójstwa, ponieważ nie mogą znieść cierpienia fizycznego lub psychicznego – jest to cecha wspólna. Czyli cierpienie jest złe, co przez zaprzeczenie oznacza, że dobry może być brak cierpienia albo sam proces usuwania cierpienia z życia. Stoję, w tym wypadku, wyraźnie w opozycji do stwierdzenia, że „cierpienie uszlachetnia”. Nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy osoba wybitna moralnie, ale nie cierpiąca, nie byłaby bardziej twórcza. Nie wiemy więc, czy doświadczenie cierpienia jest konieczne w rozwoju jednostki. Uważam, że cierpienie jest drogowskazem, że idziemy w niewłaściwym kierunku, w sposób zawiniony przez nas samych lub też nie. Dobrym jest więc odwracanie tego trendu poprzez uwalnianie świata wokół nas od niepotrzebnego cierpienia. Ostateczna ocena człowieka w takim systemie etycznym zależy od tego, jaki odcisk bólu zostawiamy na świecie i ile twórczej radości do niego wprowadzamy.

Wartościowanie moralne w sferze nauki polega na społecznej, wielopoziomowej ocenie przydatności jednostki w kontekście utylitarnym. Czyli dobro=użyteczność, a zło=bezużyteczność. Myślę, że dobrym punktem wyjścia do rozważań na ten temat może być przypisanie składowych takiej oceny do koncepcji potrzeb piramidy Maslowa (trochę być może nieaktualnej). Ocenę przydatności rozumiem jako wielomian o składowych piramidy Maslowa, lecz wagach zależnych od przyjętego systemu etycznego. Mogą istnieć specyficzne systemy etyczne, w których taka „etyczna piramida” wcale nie będzie przypominać piramidy.

Jeśli przyjąć etykę, którą zaproponowałem to, wskutek minimalizacji cierpienia, dla potrzeb:

  • fizjologicznych – dobro oznacza prawidłowe odżywianie, higieniczne środowisko życia, bezpieczną pracę i właściwy odpoczynek;
  • bezpieczeństwa – dobro oznacza eliminację zagrożeń chorobami, biedą, przestępczością i wojnami;
  • przynależności – dobro oznacza trwałe, rozwijające jednostkę relacje z rodziną i znajomymi, a także w pracy i organizacjach społecznych;
  • uznania – dobro oznacza możliwość nieskrępowanego kształcenia się, bogacenia i tworzenia;
  • samorealizacji – dobro oznacza możliwość rozwoju duchowego, poszukiwania w sobie i innych ludziach talentów bez obawy o przytłoczenie ciężarami życia codziennego.

Zło oznacza wszystko przeciwne – to co ściąga nas w dół i nie pozwala wybić ponad prymitywizm.

Mógłbym w tym momencie rozwinąć, jak dokładnie zaspokajanie poszczególnych potrzeb przekłada się na użyteczność człowieka, ale nie chcę przynudzać – możecie wywnioskować to sobie sami. Należy tylko dodać, że nie/zaspokajanie powyższych potrzeb definiuje wprawdzie ocenę moralną jednostki, ale ocena taka jest subiektywna i obarczona błędem niedoszacowania – nie wiemy „a priori” jakie dokładnie skutki wywoła nasze działanie. Podczas podejmowania decyzji moralnych nie mamy też często dostępu do wszystkich informacji, które pomagałyby podjąć właściwą decyzję i nie wiemy, jak zareaguje nasze otoczenie. Lukę tą uzupełniamy intuicją, czyli przesłankami wywnioskowanymi z poprzednich podobnych decyzji lub całkiem losowym przeczuciem. Wyobraźcie sobie w tym momencie, jak skomplikowana może być ocena moralna postępowania większej grupy ludzi…

Dodam też na koniec, iż w opozycji do koncepcji buddyjskich uważam, że nie należy wyzbywać się potrzeb, jako źródła cierpienia. Źródłem wewnętrznego cierpienia jednostki mogą być potrzeby, których nie może ona z różnych powodów zrealizować, ale powinniśmy zaspokajać te potrzeby, które są w naszym zasięgu i których zaspokojenie z dużą dozą pewności służy doskonaleniu świata oraz nas samych. Zgodnie ze stoickimi wskazaniami, potrzeby szkodliwe, niemożliwe do zaspokojenia, należy natomiast eliminować. Howgh!

Dodaj komentarz